Strategia ekonomiczna? Niektórzy gracze skwitują to hasło ziewnięciem i bez odpowiedzi wrócą do strzelania do mutantów na pokładzie opuszczonego statku kosmicznego. Inni przytomnie przypomną sobie, że jest to gatunek, w którym można zbudować miasto, a następnie zesłać na nie tornado, trzęsienie ziemi lub atak żądnych krwi i zniszczenia kosmitów.

Nie jest to jednak, rzecz jasna, precyzyjna charakterystyka. Są to gry przeznaczone dla osób niewymagających wartkiej akcji i stawiających na długofalową zabawę. Obejmują szeroko pojęty rozwój i postęp, który może dotyczyć tak samo budowania pizzerii, szpitala (w tym przypadku są popularnie nazywane tycoonami), miasta czy nawet całej wyspy. Motyw współzawodnictwa nie ma tu oblicza konkretnego gracza, rozgrywka toczy się przeciwko „reszcie świata”: może być to konkurencyjna firma czy też sąsiednie państwa.

Zabawa zaczyna się, standardowo, od niewielkiego, słabo uzbrojonego państwa czy nawet osady. Pierwszym zadaniem jest elementarne przygotowanie do obrony przed najeźdźcami – w niektórych przypadkach niespełnienie tego wymogu może zakończyć rozgrywkę po kilkunastu minutach. Uzyskawszy poczucie względnego bezpieczeństwa, można się pokusić o pozyskiwanie surowców, stawianie nowych typów budowli, wreszcie o eksplorację okolicznych terenów. Swoje kroki należy planować uważnie, w zależności od stopnia trudności tytułu nieprzemyślane decyzje mogą doprowadzić tylko i wyłącznie do ekranu końcowego. Mimo powolnego tempa rozgrywki refleks szachisty nie jest tu mile widziany!

Cities: Skylines

Cities Skylines

Ten city-builder miał swoją premierę rok temu i przez ten czas doczekał się już dwóch dodatków (Snowfall i After Dark, które wprowadziły czynnik pogodowy, temperaturę i zmienny cykl dobowy). Producenci zarzekali się, że dostarczą graczom to, czego brakło im w innej, legendarnej już produkcji: SimCity. Postawili więc przede wszystkim na rozmiar – do rąk graczy zostały oddane naprawdę ogromne mapy, których zapełnienie zajmuje długie godziny. Połączenie z internetem nie jest wymagane (Maxis zyskał rzesze przeciwników odwrotnym rozwiązaniem), a dla modderów przygotowano szereg udogodnień.

Krytyczne głosy mówią o braku samouczka – jest to niewątpliwa wada, nie ma możliwości wcześniejszego rozeznania się w mechanizmie rozgrywki. Na szczęście interfejs jest relatywnie intuicyjny i zanim miasto rozrośnie się do rozmiarów metropolii udaje się zgłębić tajniki zabawy. Niektórzy narzekają też na nieznośne korki, niemożliwe do rozładowania i niezmiennie psujące nastroje mieszkańców, niezależnie od zastosowanych rozwiązań. Patrząc jednak na problem obiektywnie, jest to dokładna kalka rzeczywistości i usunięcieich odjęłoby jedynie grze kilka punktów realizmu!

Na wykorzystanie czeka ogrom obiektów i budowli (tak, to prawda – można zbudować krematorium), a opcje mikrozarządzania są naprawdę, zgodnie z nazwą, mikroszczegółowe. Ktoś nie życzy sobie tirów w mieście? Jest stosowny zakaz. Ktoś inny życzy sobie nazwać malutką dzielnicę imieniem bohatera ulubionej kreskówki? Nie ma problemu. Biorąc pod uwagę, że deweloperzy to niewielkie studio (Colosal Order z Finlandii), należy tym bardziej docenić ich produkt. Udało im się stworzyć godnego konkurenta dla produkcji o nieporównywalnie większym budżecie.

SimCity

SimCity

…czyli kolejna gra z serii „zabite przez DRM”. Dla wielu to kultowy już tytuł od studia Maxis (tak, to ci sami, którzy zapoczątkowali simsowe saleństwo). Oczekiwania wobec tego tytułu były ogromne, spodziewano się symulatora miasta nowej generacji, tymczasem dla wielu zabawa skończyła się, zanim zdążyła się zacząć – wydawca nie przewidział szturmu graczy na swoje serwery, a rozgrywka nie była możliwa w trybie offline nawet w pojedynkę.

Po tak fatalnym debiucie grze przyczepiono łatkę ładnej, acz irytującej. Strona wizualna jest niezaprzeczalnym atutem, zachowano estetykę będącą wizytówką serii i ulepszono ją nowoczesnymi rozwiązaniami. Silnik GlassBox umożliwił duże przybliżanie widoku, wykluczył problem znikających obiektów i ułatwił wizualizację problemów i procesów zachodzących w codziennej egzystencji mieszkańców. Jest na czym zawiesić oko.

W porównaniu do poprzednio opisywanej Cities Skylines, mapy w SimCity są zaskakująco niewielkie. Maxis zasłaniał się wygodnym wytłumaczeniem, jakoby większość graczy posiadała komputery o przeciętnych parametrach, a wielkość terenów mogłaby mieć znaczący wpływ na płynność rozgrywki. Fani tytułu nie byli zachwyceni nadmierną troską o swoje interesy i wytknęli deweloperowi, że żyją przecież w czasach, gdy sprzęt o zadowalającej mocy nie kosztuje wcale fortuny.

Idąc z duchem czasu, w grze postawiono na ekologię – wiele istotnych problemów miast dotyczy właśnie tej dziedziny. Przykładowo warto pamiętać, że nie wszystkie źródła energii są odnawialne, lepiej więc nie opierać funkcjonowania metropolii tylko na jednym z nich. Jeśli chodzi o szczegóły zarządzania, SimCity nie ustępuje produkcji Colosal Order. Decyzji do podjęcia jest całe mnóstwo, a kilka potknięć w zaawansowanym stadium rozgrywki może szybko pozbawić gracza stanowiska burmistrza. Ponieważ problem z rozgrywką offline został już rozwiązany (mimo początkowych zapewnień Maxisa, że nic nie da się zrobić), warto sprawdzić ostatnią odsłonę serii. W razie kłopotów z mieszkańcami opcja trzęsienia ziemi jest nadal aktywna.

Anno 2205

Anno 2205

Starsi gracze, zaznajomieni ze starszymi członkami rodziny, mogą być nieco skonfundowani po pierwszym rzucie oka na okładkę Anno 2205. Tak, ze średniowiecza seria zdążyła się już przenieść w klimaty futurystyczne. Krótko mówiąc, czas na kolonizację księżyca.

Choć zmieniły się realia, nie zmieniła się rozgrywka – mechanizmy w najnowszej części nie uległy rewolucyjnym zmianom i starzy wyjadacze odnajdą się w niej w kilka minut. Fabuła jest prosta i kto wie, czy pewnego dnia nie stanie się rzeczywistym sceanriuszem: na ziemi kończą się surowce, wynika więc naturalna potrzeba wyruszenia w kosmos w poszukiwaniu nowych źródeł. Jako zarządca metropolii gracz musi zaprowadzić dobrobyt w swojej zagrodzie i pozyskać fundusze na badania i doświadczenia związane z podbojem przestrzeni kosmicznej. Gdy cel zostanie osiągnięty, gra bynajmniej nie dobiega końca – wręcz przeciwnie, staje się jedynie trudniejsza, trzeba bowiem dbać nie tylko o kolonie ziemskie, ale i kosmiczne, połączyć je szlakami handlowymi i chronić przed niebezpieczeństwem. Brzmi trudno? Tak właśnie będzie, i niech nikogo nie zmyli fakt, że grę wypuściło studio Blue Byte, którego flagową produkcją są poczciwi Settlersi.

Zachowanie mieszkańców odzwierciedla ich nastroje – jeśli są zadowoleni, będą się poruszać po ulicach miast, jeśli ich pragnień nie uda się zaspokoić, opuszczą swoje miejsca zamieszkania, które zmienią się w ruiny. Wybór samych budynków jest szeroki, ciekawą cechę jest możliwość dodania do istniejących budowli przybudówek, które ulepszą ich funkcjonowanie. Tekstowe informacje zastąpiono w tej edycji ikonami i obrazami, a gracz nie jest już niewolnikiem kampanii – może podejmować wybrane przez siebie wyzwania w trakcie rozgrywki free play. Jeśli zatem średniowiecze i czasy minione nie były wystarczająco zachęcające, warto dać szansę przyszłym stuleciom w Anno 2205.

Tropico 5

Tropico 5

Jak nietrudno zauważyć, strategie ekonomiczne tworzą klany, które dorastają i rozwijają się wraz z graczem. Nie inaczej jest w przypadku Tropico: w 2014 powitano na świecie piątą część serii. I tak jak miało to miejsce we wcześniej opisywanych tytułach, deweloperzy postawili na sprawdzone rozwiązania, oferując fanom znane mechanizmy bez szokujących innowacji. Jedni nazwą to niewykraczaniem poza strefę komfortu, inni odgrzewaniem kotleta; tak czy inaczej, Tropico 5 to dobry znajomy, którego ponownie spotykamy po latach, i niewiele się u niego zmieniło.

Co ważnego jest do zrobienia na rajskiej wyspie? Sporo. Trzeba przeprowadzić naród od czasów kolonialnych aż po teraźniejszość, przetrwać pod drodze dwie wojny światowe i jedną zimną, uciszyć opozycję (niekoniecznie humanitarnie), zabezpieczyć przyszłość możliwie jak największej liczby członków rodziny, zwracać uwagę (lub nie) na potrzeby mas, stawać na nogi po klęskach żywiołowych, handlować i eksplorować. Nawet jeśli brzmi to jak sporo pracy, wierni fani znają te przykre obowiązki dyktatora już z poprzednich części. A co nowego oferuje piątka?

Tryb multiplayer, który twórcy odkryli najwyraźniej dopiero w 2014 roku. Wyspa może teraz pomieścić aż 4 graczy, którzy mogą ze sobą współpracować, handlować i wspomagać się wzajemnie… Ale wcale nie muszą, bo jak wiadomo rozwiązania pokojowe są wygodne, acz nudne. Nowa odsłona promuje również nepotyzm: El Presidente może stworzyć dynastię na miarę tej serialowej, a jej członków obsadzać na różnych stanowiskach, wyższej i niższej rangi. Taka praktyka zmniejsza ryzyko buntu na wyspie – szanse, że wdzięczni krewni obrócą się przeciwko swemu dobroczyńcy są niewielkie. Zainteresowani zapewnieniem spokojnej egzystencji swojej rodzinie powinni rzucić okiem na Tropico 5, bo choć gra ma wydźwięk humorystyczny, głównego bohatera mogłyby z łatwością zastąpić postaci znane z kart historii.

Banished

Banished

Życie jest ciężkie, a potem umierasz. Tak jednym zdaniem można scharakteryzować fabułę gry, która ujrzała światło dzienne w 2014 roku. Jeśli metropolie pełne drapaczy chmur i ludzi sukcesu kogoś nie interesują, jeśli tropikalna wyspa i wyścig na księżyc to również nie to, pozostaje zainstalować Banished. Nieporównywalna do żadnej z poprzednich strategii, roztacza poczucie beznadziei i nieustannego zagrożenia, a już sam fakt, że głównymi bohaterami są wygnani, nie napawa optymizmem.

W Banished bardzo łatwo można przegrać od razu. O ile SimCity czy Anno zostawiają margines tolerancji na nieporadność gracza, tutaj go po prostu nie ma. Gracz rozpoczyna z niczym, bo jaki też dobytek mogą mieć ludzie wypędzeni z własnego miasta. Zima zbliża się wielkimi krokami, osadników trzeba więc obuć, odziać i zaopatrzyć w zapasy żywności. Zbyt gorączkowa realizacja tych celów może doprowadzić do wyeksploatowania surowców czy wyginięcia zwierząt – w konsekwencji rychła śmierć czeka też gromadkę banitów. Jeśli nawet uda się zdążyć przed zimą, można liczyć na niezawodne epidemie chorób, ściągane do osady przez nowych przybyszów. Latem wcale nie jest spokojniej, do wyboru mamy susze, pożary i nieurodzaj. Można odnieść wrażenie, że jakiekolwiek podjęte decyzje zawsze są błędne i prowadzą do nieszczęścia.

W odróżnieniu od poprzednich tytułów, celem gry nie jest rozwój i osiągnięcie dobrobytu. Co więcej – nawet nie ma tu pieniędzy. To raczej coś na kształt symulacji survivalu; gdyby Don’t Starve było strategią, byłoby właśnie Banished. Brak również aspektu militarnego; twórca gry otwarcie przyznał, że w tym względzie inspirowała go seria Anno.

Właśnie uczynienie przeżycia najważniejszym zadaniem gracza wywołało krytykę recenzentów. Uznali oni, że rozgrywka nie będzie miała na dłuższą metę sensu, jeśli nie wyznaczy się jasnych celów, a takowych brakuje – zamiast nich można jedynie zdobywać osiągniecia. Wydaje się jednak, że krytycy mogli się mylić. Osoby zainteresowane standardową strategią ekonomiczną w ogóle nie sięgną po Banished, ci zaś, których pociąga żałość i beznadzieja wyzierająca z każdego piksela tej gry nie będą zwracali uwagi na bezcelowość zabawy w szerszym planie. Warto przystać do drugiej grupy i dać banitom szansę.

Polecane gry ekonomiczne

Ranking 5 gier ekonomicznych. Polecane tytuły.
5 (100%) 1 vote
przekierowanie do strony morele.net