Kolejna świetna gra utrzymana w klimacie Zombie od Techlandu… to brzmi dobrze. Dying Light bez wątpienia jest jedną z ciekawszych, bardziej grywalnych i po prostu świetnie wykonanych gier akcji utrzymanych w klimacie survival-horroru. Połączenie parkouru, systemu craftingu, sporego, otwartego świata z atrakcyjnym sandboxem sprawiają, że prezentowana gra oferuje świetne przeżycia i całą masę zabawy.

Fabuła gry rzuca nas w wir akcji – wprost w paszce zombiaków. Trafiamy do tajemniczego miasta Harran umieszczonego między Gruzją a Armenią i absolutnie nic nie wiemy o mieście, głównym bohaterze ani tym bardziej o celu jego misji.

Deweloperzy powoli odkrywają przed nami karty historii naszego protagonisty. Nie mamy możliwości wyboru postaci, którą będziemy grać i nie mamy wpływu na fabułę. Gra jest dosyć liniowa, jednak w żaden sposób nie przeszkadza to świetnej zabawie.

Gracz równo z bohaterem zdobywa wiedzę o miejscu, w którym się znalazł. Nabywa kontakty, wykonuje kolejne misje i sprawia wrażenie świętego, strzegąc żyjących w Harran społeczności, wykonując całą masę najróżniejszych zadań. Oczywiście poprzez efektowny sposób poruszania się i ciekawą fizykę walki, twórcy bardziej skupili się na samej rozgrywce, niźli na ciekawej i nieszablonowej fabule.

Zadania, z jakimi przyjdzie się nam zmierzyć, można podzielić na zadania fabularne i wyzwania. Pierwsze z nich skutkują zwykle odebraniem atrakcyjnej nagrody, natomiast wyzwania pozwalają sprawdzić parkourowe umiejętności Kyle Crane’a – bo tak nazywa się główny bohater.

Zwykle misje poboczne skupiają się na schemacie: wynieść, przynieś, zabij, pozamiataj. Pod tym względem Dying Light staje się dynamiczną, acz nużącą grą. Na szczęście w otwartym świecie napotkamy całą masę znajdziek i innych ciekawych przedmiotów do zbierania. Możemy kolekcjonować ukryte po całej mapie flagi, figurki, czy stroje.

Na pochwałę zasługuje złożony i świetnie zbalansowany system rozwoju postaci. Drzewko rozwoju bohatera składa się z kilku rozgałęzień: przetrwania, siły i zwinności. Doświadczenie w każdej z kategorii zdobywamy niezależnie, w zależności od wykorzystywanych umiejętności. Przykładowo, gdy często eksterminujemy zombie, zamiast ich omijać, więcej doświadczenia przypadnie sekcji związanej z walką. W ten sposób szybciej wykupimy umiejętności z tej właśnie kategorii. Kluczowe jest zatem równomierne rozwijanie swojej postaci.

Pewną innowacją w przypadku gier o zombie jest tryb nocny. W nocy apatycznie błądzący po ulicach zarażeni stają się prawdziwymi łowcami. Po zmroku na ulice wychodzą łowcy, a zwykłe zombiaki stają się viralami. Rośnie ich agresywność, szybkość i siła. W takich warunkach to łowca staje się zwierzyną. Wychodzenie poza bezpieczne strefy staje się wtedy prawdziwym wyzwaniem i najczęściej kończy się śmiercią.

Szaleńcze pościgi można spowalniać, używając rozsianych po całym mieście samochodów pułapek, płotów pod napięciem, lamp UV, a także rzucając flary UV lub świecąc lampą emitującą promieniowanie ultrafioletowe – tego bowiem panicznie boją się nocne potwory.

Warto nadmienić o ilości pałętających się zombie. Jest ich bowiem tyle, że eksterminowanie każdego z napotkanych potworów staje się całkowicie bez sensu. Stracimy wtedy wyłącznie czas, zasoby, zniszczymy broń i niepotrzebnie narazimy się na utratę zdrowia. O wiele lepszym pomysłem jest przemykanie między nimi, sprytne lawirowanie pomiędzy dużymi grupami wrogów. Podobna taktyka obierana była w pierwszych częściach Resident Evil. W tamtej serii jednak unikanie potworów wiązało się stricte z oszczędnością mocno ograniczonych zasobów. W Dying Light podyktowane jest to głównie oszczędnością czasu.

Techland zaimplementował w sumie trzy tryby zabawy. Zabawę dla pojedynczego gracza, grę kooperacyjną, w której ukończymy wątek fabularny wraz ze znajomymi, a także tryb nocnego łowcy.

Żeby tryb kooperacji nie był nudny, postawiono na system zawodów, które regularnie pojawiają się wraz z postępami w rozgrywce. Poza zawodami typu: „zabij jak najwięcej zombie w jak najkrótszym czasie”, pojawiają się także zawody fabularne, np. „dotrzyj jak najszybciej do wieży”. Jest to miłe urozmaicenie zabawy, która w trybie kooperacji staje się wręcz podwójnie atrakcyjna. Eksterminacja zombie, wykonywanie misji głównych i pobocznych we dwójkę lub w grupie czterech znajomych to naprawdę świetna zabawa.

Gracze lubiący wyzwania na pewno nie pogardzą również trybem nocnego łowcy. Tryb ten dosyć mocno nawiązuje do Alien vs Predator. Jeden z graczy staje się łowcą, natomiast reszta osób na serwerze musi bronić się przed o wiele silniejszym, sprytniejszym i potężniejszym łowcą, a także niszczyć jego gniazda. Kluczem do sukcesu jest zwarta kooperacja między ocalałymi.

Dying Light to prawdziwa ewolucja względem poprzedniej gry Techlandu – Dead Island. Gra została stworzona z głową. Twórcy wyciągnęli wnioski z poprzednich nietrafionych pomysłów i oddali graczom to, czego oczekiwali – szybką, dynamiczną i często wymagającą grę o zombie, gdzie gracz nie tylko poluje, ale i sam staje się zwierzyną.

Ranking komputerów doDying Light

Dying Light recenzja/opinie
5 (100%) 1 vote